2 lipca 2015

Jak zapewne pamiętacie od stycznia tego roku jestem posiadaczką aparatu ortodontycznego. Chciałabym przybliżyć Wam trochę tą tematykę :) Ekspertem nie jestem, ale z chęcią podzielę się swoim małym doświadczeniem. O swoich odczuciach fajnie opowiada też Agnieszka LifeMenagerka.
Może nie jestem jeszcze bardzo stara, ale też już nie jestem nastolatką, a aparaty metalowe kojarzą mi się właśnie z nastolatkami. Dlatego zdecydowałam się na zamki kosmetyczne tj. ceramiczne. Ale! Zamki przezroczyste mam tylko na zębach od 1 do 3. To w zupełności wystarcza, podczas pełnego uśmiechu nie widać zamków metalowych. Są one większe niż metalowe i bardziej odstają od zęba, ale i tak dużo mniej rzucają się w oczy. Różnica w cenie nie jest jakaś ogromna w porównaniu z ogólnymi kosztami noszenia aparatu, więc myślę że warto dopłacić. Podobno aparat kosmetyczny częściej ulega odklejeniu, ale ja tego nie zauważyłam. Nic takiego mi się nie przytrafiło. I jeszcze jedna moja subiektywna uwaga- na zamkach ceramicznych lepiej wyglądają jasne, pastelowe ligatury.



Jeśli chodzi o pielęgnację jamy ustnej to mnie moja pani doktor zawsze chwali za utrzymanie prawidłowej higieny zębów. A tego obawiałam się ogromnie- że moje zęby będą z dużym osadem itp. Zęby myję praktycznie po każdym posiłku, najpierw zwykłą szczoteczką do zębów, potem szczoteczką jednopęczkową, a następnie wyciorkiem. Dodatkowo nitkuję zęby i płukam płynem. Niezbyt wiele dodatkowej pracy niż przy braku aparatu ;) Nie używam specjalistycznych ortodontycznych preparatów, bo przy tak częstym myciu zębów produkty idą jak woda, a te stricte przeznaczone do aparatów są sporo droższe. No i nauczyłam się zerkać na ceny, gdzie można taniej kupić daną pastę, płyn ;) Przydaje się też wosk ortodontyczny, pasta Solcoseryl na większe rany. 



W kwestii bólu. Uczucie bólu na pewno zależy od progu bólowego danej osoby. Ja jestem bardzo wrażliwa. Mnie bolało i boli po każdej wizycie. Pierwsza wizyta po ustaleniu programu leczenia, wyciskach, badaniach itp. wiązała się z założeniem górnego łuku. Nie mogłam nic jeść, spać przez dobre 2 tygodnie. Na jogurty i kisiel nie mogłam patrzeć. Zanim trochę się oswoiłam z bólem minął miesiąc i kolejna wizyta… Ekstrakcja zęba czyli kolejny spory ból. Trzecia wizyta to założenie dolnego łuku, czwarta to wyrwanie kolejnego zęba czyli powtórka z rozrywki. Przy okazji prowadzone są modyfikacje w łukach, wymiana ich, zakładanie takich cienkich drucików, które też wpływają na wygląd zębów i odczucie bólu. Pocieszający jest fakt, że żuchwa bolała trochę mniej niż szczęka górna. Jeszcze sporo przede mną, jakieś 1,5 roku, wyciągi i inne dziwne rzeczy.
Pewnie trochę się przeraziłyście tymi opowieściami, wyrywaniem zdrowych zębów itp. Co do ekstrakcji to ja też nie byłam i w sumie nie jestem zachwycona tym pomysłem, ale jak nie ma miejsca na wszystkie wyprostowane zęby, to niestety trzeba się pogodzić z tym faktem. Gdybym była młodsza i moje kości też, to może udałoby się mi obyć bez wyrywania. Dlatego jeśli ktoś ma wątpliwości czy zakładać aparat stały dla swojego dziecka to nie ma się nad czym zastanawiać. Kości wtedy lepiej współpracują. Ja mam przykład ze swojej młodszej siostry, która też nosi aparat, założyła go miesiąc szybciej niż ja. Uniknęła ekstrakcji, leczenie przebiega szybciej i sprawniej. W sumie to ma już piękne proste ząbki :) Oczywiście na to wszystko wpływa też rodzaj wady zgryzu, ale ja trochę żałuję, że wzbraniałam się przed założeniem aparatu w gimnazjum. Jednocześnie nie odradzam leczenia ortodontycznego dla osób dorosłych- lepiej późno niż wcale, jeśli ma to nas także wyleczyć z kompleksu krzywych zębów.

 źródło zdjęć: grafika google

Tylko dla osób o mocnych nerwach :P Jeśli jesteście ciekawi jak wyprostowały się moje zęby przez 6 miesięcy to kliknijcie w TEN link.  Mam konkretny plan na swoje zęby, ale przy okazji ćwiczę cierpliwość, bo wszystko wymaga czasu... W razie jakichkolwiek pytań- piszcie!
Pozdrawiam w ten słoneczny dzień!

28 czerwca 2015

Muszę Wam powiedzieć, że marzenia się spełniają. Czasami nawet szybciej niż się spodziewamy. Doczekałam się własnego lokum, całe M3 dla mnie. Nie remontowane od 22 lat, więc wyzwanie wnętrzarskie jak i finansowe ogromne. Ale z pomocą dobrych ludzi i swojej pracy wierzę, że urządzę to gniazdko zgodnie z moim planem.
źródło: Grafika Google

Pokoje są 3, dosyć spore, w miarę ustawne. Całe szczęście kuchnia sąsiaduje z salonem, a ja chciałam mieć aneks kuchenny. Nie taką kuchnie otwartą całkowicie na salon, ale delikatnie odizolowaną. Mam takie przykre wspomnienie z dzieciństwa- święta czy inne uroczystości równały się z nieobecnością mojej rodzicielki. Oczywiście na tych uroczystościach fizycznie była obecna, ale niestety większość czasu spędzała  w kuchni, a nie z rodziną. Dlatego zdecydowałam się na połączenie kuchni z salonem. Pozwala to na ciągłą obecności z gośćmi i domownikami przy możliwości przygotowywania pożywienia. Oczywiście są też wady takiego rozwiązania, ale w tym momencie ja widzę tylko zalety. Jak sobie wymyśliłam tak zaczęły się schody… Zaczęłam od przyjrzenia się czy ściana którą chciałam otworować jest ścianą nośną czy działową. Gdyby to była ścianka działowa nie musiałabym nikogo informować o wyburzeniu, ale okazało się, że to ściana nośna. 

plan mieszkania i kuchni/ linia pomarańczowa to granice mieszkania, czerwona to ściana do wyburzenia, niebieska to drzwi do zamurowania.

Potrzebna była zgoda spółdzielni, uprzednio przedstawiając im dokładny projekt otworu od architekta. Następna zgoda od Wydziału Budownictwa w Starostwie i jeszcze trochę innych papierków, aż do uzyskania dziennika budowy. Tak, tak, dobrze czytacie- dziennik budowy taki jak przy budowaniu domu. Sama byłam zdziwiona. Ja wolałam mieć wszystko czarno na białym, że robię zgodnie z prawem, żeby nikt się potem nie przyczepił. Zdarzają się nieodpowiedzialni ludzi, którzy nie zorientują się jaką ścianę wyburzają i narażają siebie i innych na niebezpieczeństwo. Ja rozumiem, że ważne jest bezpieczeństwo mieszkańców, bo to ściana nośna itp., ale papierkologia w naszym kraju potrafi dać w kość. Aż strach się podejmować budowy z prawdziwego zdarzenia, żeby nie utknąć w dokumentach. No i oczywiście należy się tego podjąć dużo wcześniej. Dla mnie, przy planach otworowania ściany, zajęło to ok. 3 miesiące. Jak już wszystkie zgody były załatwione, znalazłam ekipę budowlaną, kierownika budowy (też takiego z prawdziwego zdarzenia, jak przy budowie domu) i przystąpiliśmy do wyburzania. 


Przy okazji robienia otworu w ścianie, zostały zamurowane drzwi w kuchni. Powstała idealna wnęka na lodówkę.


W całym remoncie ta ściana chyba najbardziej „leżała mi na sercu”, pomimo kilku nieprzychylnych ludzi, którzy twierdzili, że w bloku czteropiętrowym, na parterze się nie da- dało się i teraz mam piękny aneks kuchenny.

No to już wiecie czym zajmowałam się w ostatnich miesiącach :) Pozdrawiam!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...